Jezus chciał w samotności i na modlitwie spędzić czas żałoby i smutku po męczeńskiej śmierci Jana Chrzciciela. Samotność Jezusa nie trwała długo. Kiedy Jezus dopłynął do brzegu, oczekiwały Go już wielkie tłumy, które wołały o pomoc i uzdrowienie. Z jednej strony widzimy męczeńską śmierć Jana Chrzciciela, który był gotów oddać życie w imię obrony prawdy. Z drugiej zaś strony widzimy Jezusa, który cierpi z powodu uwięzienia Jana, ale nie podejmuje jakichś spektakularnych działań, aby go uratować. Boże działanie nie odpowiada ludzkiej logice działania czy skutecznego realizowania zamierzonych celów. Drogi Boże nie są drogami ludzkimi, a Boże myśli nie są myślami ludzkimi. Papież Franciszek mówił o stylu Bożego działania: "Bóg nas zaskakuje. Ukazuje się właśnie w ubóstwie, w słabości, w pokorze i daje nam swoją miłość, która nas zbawia, uzdrawia i daje nam siłę". Życie św. Jana Chrzciciela z punktu widzenia ziemskiej logiki zakończyło się porażką. A jednak wiara dyktuje nam głębokie przekonanie, że nie była to porażka.