Miłość Jezusa jest wrażliwa na nasze potrzeby. Tylko ubodzy w duchu są gotowi, by przyjąć Bożą łaskę. Kościół przyszłości wróci do duchowości Kościoła pierwszych chrześcijan.
Miłość Jezusa jest wrażliwa na nasze potrzeby. Tylko ubodzy w duchu są gotowi, by przyjąć Bożą łaskę. Kościół przyszłości wróci do duchowości Kościoła pierwszych chrześcijan.
Tragiczne postaci Heroda i Herodiady przestrzegają, abyśmy nie kierowali się swymi zachciankami, niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmujemy w społeczeństwie. Król i jego konkubina myśleli, że mogą uczynić wszystko to, co im się podobało, bo byli najważniejszymi osobami w państwie. Tymczasem św. Jan, choć z ich rozkazu poniósł śmierć z ręki kata, stał się dla nich wyrzutem sumienia. Jest nim do dziś dla tych, którzy podnoszą rękę na sprawiedliwego. W pierwszy piątek miesiąca po raz kolejny idziemy ku górze, ku Chrystusowi. Można powiedzieć, że sami siebie „ciągniemy ku górze”, podpowiadamy sobie jak żyć, aby z czystym sumieniem zdążać ku niebu. Naszym zadaniem jest panować nad emocjami, uczuciami, dążeniami, zachciankami. Wciąż kształtujemy swoje sumienie – jest to między innymi efekt pracy nad sobą w kontekście pierwszego piątku: rachunek sumienia, sakramentalna spowiedź, wypełnienie pokuty. Częsta i regularna spowiedź jest wstępowaniem ku niebu.
Jednym z największych problemów współczesnego człowieka jest brak akceptacji siebie. Według badań CBOS niemal co czwarty Polak jest niezadowolony ze swojego życia. Człowiek ma wartość nie przez to, co posiada, ale przez to, kim jest. Uczeń Jezusa ma iść głosić Ewangelię, wolny od jakichkolwiek rzeczy materialnych. Bóg złożył w nas wielki skarb, każdy został wyposażony we wszystko, co jest nam potrzebne do szczęścia. Zamiast zastanawiać się nad tym, czemu inni mają lepiej niż my, spróbujmy odkryć, co jest moim skarbem i podziękować Bogu za ten dar.
Dla ziomków z Nazaretu Jezus był zwyczajnym człowiekiem. Dla św. Agaty, dziewicy i męczennicy, Jezus był oczekiwanym Mesjaszem. Niektórzy z nas mogą mieć te same wątpliwości co mieszkańcy Nazaretu. Nie naśladujmy ich niewiary.
Król Dawid otrzymuje wiadomość o tragicznej śmierci syna, który zbuntował się przeciw ojcu. Wielu osobom wydaje się, że ta wiadomość winna uradować serce króla. Jednak Dawid wybucha płaczem. To symboliczne ukazanie relacji pomiędzy Bogiem Ojcem a grzesznikiem. Grzesznicy zaplątują się w sytuacje bez wyjścia, jak Absalom. Bóg jednak kocha ich do końca.
Państwa umieszczają swoich ambasadorów w innych krajach, aby ci reprezentowali kraj na obczyźnie. Jezus wysyłał przodem swoich uczniów. Jezus potrzebuje w świecie ludzi, dlatego powołał dziś w Ewangelii kolejnego ucznia, opętanego, którego uwolnił – on ma głosić Jego moc i siłę, ma być świadkiem mocy Boga wśród swoich. I mnie potrzebuje Bóg, abym był Jego świadkiem.
Współczesny świat zatracił dziś sens tego, co święte, i dlatego nadzwyczajne zjawiska próbuje tłumaczyć w racjonalny sposób. Król Dawid przyznał się do popełnionego grzechu i bardzo żałował, choć niełatwo jest potępić własną winę. W życiu często zmagamy się z przeciwnymi wiatrami losu. Uczniowie mieli odwagę, aby prosić o pomoc Jezusa.
Słowo Boże bardzo konkretnie mówi nam o wzroście plonów, co duchowo możemy określić mianem „wydawania owoców naszego życia”. Z czegoś niepozornego może wyrosnąć coś wielkiego. Na przykładzie króla Dawida widać, jak owocuje w nas grzech, jakie skutki za sobą pociąga, jak wikła nas w sieci zła. Jeśli chcemy, aby nasze życie przyniosło dobre owoce, ważne są dobre wybory.